Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Warto wiedzieć’ Category

Dzisiejsze naleśniki to ukłon w stronę kuchni dalekowschodniej, tak się bowiem kojarzą dania z dodatkiem kokosu i świeżego imbiru.

Naleśniki są miękkie, delikatnie puszyste z subtelną kokosową nutą.
Natomiast duszone w soku pomarańczowym jabłka i gruszki, lekko aromatyzowane imbirem, to już prawdziwa poezja smaku 🙂

Gorąco polecam 🙂

Uwaga:)
SMAŻENIE NALEŚNIKÓW – klucz do sukcesu 🙂

Chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami odnośnie smażenia naleśników, bo wiem, że wiele osób może mieć z tym trochę problemów 😉

Patelnia
Ja smażę naleśniki „beztłuszczowo” na zwykłej aluminiowej patelni, którą zabrałam Mamie wiele lat temu z mojego rodzinnego domu. Patelnia ma… ponad 40 lat. Moja Mama kupiła ją od Cyganów, którzy sprzedawali je przed wejściem, na słynny kiedyś, bazar Różyckiego w Warszawie. Jest to naprawdę absolutnie zwykła patelnia, nie posiadająca żadnej specjalnej powłoki zapobiegającej przywieraniu, średnio ciężka, ale zdecydowanie lżejsza od żeliwnych.
Piszę o tym aby „udowodnić” Wam, że w zasadzie każda patelnia jest dobra (no może z wyjątkiem tych o baaardzo cienkim dnie) 😉

Tłuszcz
Do ciasta naleśnikowego dodaję zawsze trochę oleju (lub tak jak w dzisiejszym przepisie tłuszczu kokosowego, który był w mleku). Dzięki temu nie ma potrzeby wrzucania żadnego innego tłuszczu (olej/margaryna/masło) na patelnię przed smażeniem kolejnych naleśników. Jeśli patelnia jest odpowiednio rozgrzana i ciasto jest odpowiednio „tłuste” naleśniki nie będą przywierały nawet jak będą smażone na zupełnie zwykłej patelni!

Ilość dodawanego oleju zależy oczywiście od ilości ciasta. Średnio mogę powiedzieć, że jest to 2 łyżki na każde 10 naleśników.

Temperatura
Stopień rozgrzania patelni jest według mnie kluczowym czynnikiem decydującym o sukcesie przy smażeniu naleśników!
Ja rozgrzewam „suchą” patelnię na średnim ogniu (wskaźnik 6 przy 9-stopniowej skali) przez około 5-10 minut.

Potem ustawiam palnik na 7-7,5 i przed usmażeniem pierwszego (tylko pierwszego!) naleśnika smaruję patelnię odrobiną oleju. Czekam chwilę aby tłuszcz się rozgrzał i nalewam ciasto.
Zawsze jednak pierwszy naleśnik wychodzi najgorzej! Tak już jest i musimy się z tym pogodzić 😉
Potem już jest tylko coraz lepiej 🙂

W trakcie smażenia, szczególnie większej ilości naleśników, trzeba koniecznie regulować temperaturę. Pomimo, że palnik ustawiony jest na jedną temperaturę, patelnia w miarę smażenia rozgrzewa się coraz bardziej i trzeba po pewnym czasie obniżać stopniowo temperaturę. Czasem trzeba ją potem znów podnieść odrobinę bo patelnia zdążyła już zbyt mocno przestygnąć.
Temperaturę dostosowujemy patrząc na szybkość i stopień rumienienia się kolejnych naleśników.

A czy Wy także macie jakieś swoje „sekretne” sposoby na smażenie naleśników? Będę wdzięczna za wszelkie uwagi 🙂

Życzę sukcesu!
Aniado

Składniki:
Naleśniki:
(8 sztuk)
1 jajko (osobno żółtko i białko)
1/3 szklanki (50 g) mąki pszennej pełnoziarnistej (u mnie graham)
1/3 szklanki (50 g) mąki pszennej (u mnie luksusowa)
130-150 ml mleka kokosowego*
150-200 ml zimnej wody
1/4 łyżeczki soli
1 łyżka wiórków kokosowych

*Uwaga: Mleko kokosowe na ogół można kupić w puszkach po 400 ml. Po otwarciu trzeba zawartość bardzo dokładnie wymieszać (składa się ona z dwóch warstw „bardzo gęstej” i „wodnistej”) i dopiero wtedy odmierzyć odpowiednią ilość.
Resztę mleka można wykorzystać do przygotowania bardzo smacznej zupy kokosowej lub kremu marchewkowego.
Można także potroić ilość składników, wykorzystując całą puszkę mleka, i usmażyć więcej naleśników 😉

Imbirowe owoce:
1 jabłko (u mnie Champion)
1 gruszka (u mnie Konferencja)
1-2 łyżeczki syropu z agawy
100-150 ml soku ze świeżych pomarańczy
1 łyżeczka tartego imbiru**

**Uwaga:
Tarcie świeżego imbiru
Na jednym z anglojęzycznych blogów (niestety nie pamiętam którym…), Autorka przedstawiła wyśmienity sposób na tarcie świeżego imbiru.
Każdy kto kiedykolwiek próbował trzeć na tarce świeży imbir wie jak niewdzięczne jest to zajęcie! To prawdziwa wojna, która może nawet skończyć się krwawo 😦
Rozwiązanie tego problemu jest… dziecinnie łatwe. Imbir trzeba ZAMROZIĆ!
Cały korzeń, obrany lub nie, wkładamy do torebki foliowej, a następnie do zamrażarki. Taki zamrożony imbir trze się fenomenalnie! Mało tego, będąc w zamrażarce nie schnie/więdnie i możemy go używać nawet kilka miesięcy 🙂
Gorąco polecam 🙂

Wykonanie:
Naleśniki.
Oddzielić białko od żółtka. Białko ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę.

W misce połączyć żółtko z mlekiem kokosowy. Ubić. Dodać oba rodzaje mąki i 150 ml zimnej wody. Ubijać mikserem aż do uzyskania jednolitej masy. Jeśli ciasto jest bardzo gęste dodać więcej wody, tak aby na koniec miało ono konsystencję średnio gęstej śmietany.

Delikatnie wymieszać z ubitymi na pianę białkami oraz wiórkami kokosowymi.
Smażyć na dobrze rozgrzanej patelni bez konieczności dodawania tłuszczu. Usmażone naleśniki odstawić w ciepłe miejsce aby nie wystygły.

Przygotować imbirowe owoce. Jabłko i gruszkę obrać z skórki, wykroić gniazda nasienne i pokroić na kawałki.
Rozgrzać mocno patelnię, najlepiej z nieprzywierającą powłoką i wrzucić owoce. Dodać utarty imbir, syrop z agawy i połowę soku pomarańczowego. Dusić do czasu aż owoce będą lekko szkliste i delikatnie miękkie. W czasie duszenia, jeśli owoce będą się „przypalały” do dna patelni dodawać po 2 łyżki soku pomarańczowego. Gotowe owoce przełożyć do miseczki. Na patelnię wlać resztę soku pomarańczowego i zeskrobując ewentualne skarmelizowane resztki owoców gotować aż sos zgęstnieje. Gotowym sosem polać owoce w miseczce.

Podawać na gorąco lub na zimno z kokosowymi naleśnikami.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Zrobiony w domu, świeży serek ricotta nie ma sobie równych!
Wspaniały smak, ale i ogromna satysfakcja z samodzielnej „produkcji” powinny zachęcić każdego do spróbowania 🙂

Jedynym, ale za to krytycznym, czynnikiem decydującym o sukcesie są składniki. Musimy znaleźć źródło mleka „prosto od krowy” oraz pełnotłustej, świeżej śmietany. Tak mało i tak dużo zarazem 😉

Mój przepis jest kolażem kilku przepisów, które znalazłam na blogach (ale głównie tego) oraz efektem paru prób udoskonalających moją wersję twarożku.

Gorąco polecam 🙂

Składniki: (na około 600 g ricotty)
2 litry mleka „prosto od krowy” (NIE UHT!)*
400-500 ml śmietany 30% (NIE UHT!)
duża szczypta soli
100 ml soku z cytryny (około 2 cytryny)

*Ja kupuję mleko „z maszyny”. W kilku miejscach w Warszawie, stoją automaty, w których można nabyć „świeże mleko prosto od krowy” 🙂 Kosztuje 3,20 zł za 1 litr.

dodatkowo:
gaza lub gęsta lniana/bawełniana ściereczka
termometr do gotowania (dla wygody)

Wykonanie:
W dużym garnku wymieszać mleko ze śmietaną i podgrzewać na średnim/dużym ogniu, aż do momentu gdy osiągnie temperaturę 90 stopni C (to jest „tuż tuż” przed zagotowaniem, ale NIE WOLNO DOPUŚCIĆ DO ZAGOTOWANIA!). W czasie podgrzewania często mieszać, aby mleko grzało się równomiernie i nie przywierało do dna.

Wlać sok z cytryny i gotować na małym ogniu kolejne 2-4 minuty. Delikatnie zamieszać. (W tym czasie mleko-śmietana powinna się rozwarstwić, powstaną małe grudki sera pływające w serwatce.) Zdjąć z ognia i odstawić na 5-10 minut. (Na powierzchni utworzy się gruby kożuch z grudek sera.)

Durszlak/sitko wyłożyć gazą. Wlać ser wraz z serwatką. Odstawić aż odcieknie na 20-40 minut, albo do czasu uzyskania pożądanej konsystencji.*

*Uwaga: Im dłużej ser będzie odciekał tym bardziej będzie „grudkowato-kruszący się” i „suchy”, a mniej kremowy. W związku z tym należy na bieżąco kontrolować konsystencję, aż do czasu uzyskania takiego efektu jaki chcemy.

Gotową ricottę można jeść na świeżo, jako deser, z dodatkiem owoców i syropu z agawy lub domowych powideł. Można także dodawać do takich dań jak np. ciasto czekoladowe, frittata ze szpinakiem, mini serniczki czy serowe suflety.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Przez kilka dni delektowaliśmy się wspaniałym serem Halloumi… wyprodukowanym w Polsce, przez rodowitego Cypryjczyka 🙂

Jednym z dań przygotowanych z serem Halloumi, była prezentowana dzisiaj szybka i smakowita przekąska.

Uwaga:)
Producenta sera Halloumi znalazłam dzięki Karel, która go zarekomendowała komentując przepis na ser Halloumi zapiekany w cukinii.

Pan Cypryjczyk zapewnia, że jego ser Halloumi (Hellim – nazwa cypryjska) jest wytwarzany z krowiego mleka tylko na naturalnych enzymach, po zamrożeniu nie traci walorów smakowych przez okres około 1 roku i doskonale się przechowuje w takim stanie oraz, że robi go tak jak jego mama na Cyprze, tj. posypanego miętą, bo dzięki temu ser nabiera głębokiego i bardzo orzeźwiającego smaku.

Ser można nabyć za pośrednictwem Allegro od sprzedawcy Arletta Yusuf.

Dodam tylko, że zamawiając 1 kg sera, dostałam 3 kawałki, każdy wielkości kostki margaryny.
Sprzedawca wysyła sery raz w tygodniu i na bieżąco informuje o przyjęciu zamówienia, planowanym terminie wysyłki, a także monitoruje czy przesyłka dotarła do zamawiającego 🙂

Składniki: (2 porcje)
4 plastry bakłażana, każdy grubości około 1 cm
4 plastry sera Halloumi
4 plasterki pomidora
2 łyżeczki posiekanych świeżych ziół
2-3 łyżki oliwy
sól, pieprz
1 łyżeczką ulubionych suszonych ziół

ocet balsamiczny i oliwa – do podania

Wykonanie:
Plastry bakłażana posmarować oliwą i oprószyć solą, pieprzem i suszonymi ziołami z obu stron. Upiec w piekarniku (20-30 minut, temperatura 180-190 stopni) lub usmażyć na patelni.

Na patelni rozgrzać 2-3 łyżki oliwy i położyć plastry sera Halloumi. Smażyć na średnim/małym ogniu około 2-4 minuty. Obrócić, każdy kawałek sera przykryć plasterkiem pomidora, przykryć patelnię przykrywką i dopiekać kolejne 2-4 minuty. Po tym czasie ser powinien lekko się „rozpłynąć” i podrumienić, a pomidory powinny się ogrzać.

Na talerzach „ustawiać” piramidki: bakłażan/ser/pomidor/bakłażan/ser/pomidor. Każdą piramidkę posypać świeżymi ziołami i skropić oliwą oraz octem.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Dla zapracowanych!
Dla leniwych!
Dla oszczędnych!
Dla dbających o linię!
Dla… każdego 🙂

Przepis prosty, wszechstronny w użyciu i łatwy do skomponowania pod względem własnego smaku!
Takie są właśnie domowe bulionetki, które chciałam Wam dzisiaj zaproponować 🙂

Uwaga:)
Inspiracją był przepis zamieszczony na wspaniałym blogu 101cookbooks
Na jego podstawie przygotowałam swoją, spolszczoną wersję bulionetek.

Przepis w skrócie brzmi: 1kg włoszczyzny + 1/4 kg soli 😉

Każdy powinien dobrać składniki, odpowiednio dopasowane do swojego smaku oraz potraw do których bulionetki będą dodawane.

SKŁADNIKI:
Bulionetki do zup – 850 g włoszczyzny (marchew, pietruszka, seler, por) + 120 g zioła (natka pietruszki, koperek, lubczyk) + 30 g suszone pomidory (dla koloru!)

Bulionetki do sosów – 800 g włoszczyzny (marchew, pietruszka, seler, por, koper włoski, seler naciowy, kapusta włoska, cebula dymka…) + 170 g dodatki zapachowo-smakowe (świeże zioła, czosnek) + 30 g suszone pomidory (dla koloru!)

Za jednym razem możemy przygotować dwa rodzaje bulionetek. Najpierw wersję „do zup”, a potem wzbogacamy ją o dodatkowe składniki (np. czosnek, bazylię, tymianek…) i mamy wersję do sosów.

PRZECHOWYWANIE:
Masę warzywną soloną można przechowywać w lodówce do 6-7 dni, a dłużej w pojemniku, w zamrażarce. W związku z tym, że sól zapobiega całkowitemu zamrożeniu, masa pozostanie w stanie „miękko-sypkim” i z łatwością da się brać z niej po jednej lub kilka łyżek do bieżącego doprawiania dań.

Masę warzywną bez soli należy od razu zamrozić. Proponuję podzielić ją na większe i mniejsze porcje. U mnie są to większe torebeczki (np. zestaw na żurek) oraz zamrożone kostki. Porcje do torebek są bez dodatku wody, natomiast kostki zamrażałam w plastikowych pojemnikach na kostki lodu, wypełniając je w 3/4 masą warzywną i dopełniając zimną wodą.

ZALETY:
– bez konserwantów, sztucznych barwników i dodatków smakowych;
– „spersonalizowany” smak;
– oszczędność czasu przy przygotowywaniu dań w przyszłości;
– oszczędności finansowe – bulionetki można przygotować wtedy gdy składniki są w najniższej cenie;
– jednorazowy „bałagan w kuchni”;

Poniżej podaję przybliżone ilości warzyw, ziół oraz innych dodatków, których użyłam do przygotowania prezentowanych na zdjęciach bulionetek.

Składniki:
2 duże marchwie
1 duża pietruszka
1/2 selera
1 duży por (tylko biała część)
1/2 kopru włoskiego
2 łodygi selera naciowego

6 suszonych pomidorów
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki posiekanego kopru

sól w proporcji wagowej: 25 g soli na każde 100 g masy warzywnej

Wykonanie:
Warzywa i zioła zmielić w maszynce do mięsa lub zmiksować w blenderze. Dokładnie wymieszać.

Masę warzywną podzielić na porcje.

1. Kostki – naczynie na kostki lodu wypełnić masą warzywną do 3/4 wysokości, uzupełnić zimną wodą i wstawić do zamrażalnika.

2. Torebki – torebki foliowe napełnić porcjami masy warzywnej, ścisło zawiązać i wstawić do zamrażalnika.

3. Solona masa bulionowa – masę warzywną wymieszać z solą w podanej wyżej proporcji. Przechowywać w lodówce do 6-7 dni lub dłużej w zamrażarce w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Bulionetki dodawać w trakcie gotowania zup i sosów.

Uwaga:)
Wersja z solą – dodawać najpierw 1 łyżeczkę masy bulionowej na 1 szklankę zupy/sosu, a potem ilość dostosowywać do smaku.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Klasyka polskiej kuchni!
Danie kojarzące się z chłodniejszą porą roku oraz ze Świętami 🙂

Pieczenie gęsi oraz gotowanie kapusty trwa może dość długo, ale za to „robi się” w zasadzie samo 😉

Uwaga:)
W czasie pieczenia z gęsi wytapia się baaardzo dużo tłuszczu. Warto zachować przynajmniej jego część bowiem gęsie sadło w znacznej części składa się z kwasu oleinowego (tego samego, który jest składnikiem oliwy z oliwek) i dzięki temu redukuje poziom „złego cholesterolu” we krwi. Jest również stosowane w wielu przypadkach jako lekarstwo na schorzenia skórne, oddechowe, a nawet trudno gojące się rany…

Mój harmonogram przygotowania gęsi z kapustą:
dzień pierwszy – doprawiam mięso; piekę gęś; mięso i sos wraz z tłuszczem wstawiam na noc do lodówki;
dzień drugi – gotuję kapustę; gęś dzielę na porcje, polewam sosem i odrobiną tłuszczu z pieczenia i odgrzewam.

Oba dania można przygotować dzień wcześniej i trzymać w lodówce gotowe do przygrzania. Można także zamrozić.

Składniki: (4 duże porcje)
cała gęś (lub 4 uda/filety z piersi)
sól i pieprz
1-2 łyżki majeranku

1 kg kiszonej kapusty
1-2 cebule
1-2 ząbki czosnku
3-4 ziarenka ziela angielskiego
3-4 ziarenka pieprzu
2 listki laurowe
1/2 szklanki suszonych grzybów
3-4 łyżki tłuszczu z gęsi lub oliwy

Wykonanie:
Gęś umyć, osuszyć i natrzeć dokładnie solą i pieprzem. Posypać obficie majerankiem. Odstawić do lodówki na 1-2 godziny (lub na całą noc).
Piekarnik rozgrzać do 190-200 stopni. Gęś piec pod przykryciem przez 2 godziny. Po upieczeniu mięso wyjąć z sosu, a jak ostygnie podzielić na porcje. Sos wraz z tłuszczem zlać do wysokiego naczynia, ostudzić i wstawić do lodówki. (Uwaga: Po kilku godzinach sos utworzy na dnie naczynia galaretkę, a tłuszcz osiądzie na górze w postaci białego smalcu.)

Przygotować kapustę.
Suszone grzyby zalać 1 szklanką gotującej wody i odstawić aby namiękły (15-30 minut).
Oddzielić sos z pieczenia gęsi od tłuszczu. W rondlu rozgrzać 3-4 łyżki gęsiego smalcu (lub oliwy), dodać posiekaną w piórka cebulę i przeciśnięty czosnek. Smażyć na średnim ogniu 3-4 minuty. Dodać odciśniętą z sosu kiszoną kapustę. (Uwaga: Zanim dodamy kapustę lepiej spróbować czy nie jest ona zbyt kwaśna. Jeśli tak przed gotowaniem należy ją przepłukać lub nawet wymoczyć w zimnej wodzie.)

Dodać grzyby wraz z wodą, w której się moczyły, ziele angielskie, liście laurowe, ziarenka pieprzu oraz połowę sosu z pieczenia gęsi. (Uwaga: Druga połowa sosu będzie potrzebna do przygrzania mięsa.) Wymieszać i dolać tyle wody aby prawie pokryła kapustę. Gotować na średnim/małym ogniu aż do czasu gdy kapusta będzie miękka, ale nie rozgotowana! Trwa to około 60-90 minut.

Uwaga:)
Ja dodatkowo dodałam do kapusty kawałki mięsa, które pozostały mi po podzieleniu mięsa na porcje. To baaardzo wzbogaciło smak 🙂

Odgrzewanie mięsa.
Upieczoną gęś podzielić na porcje. Naczynie żaroodporne wysmarować odrobiną gęsiego smalcu. Ułożyć porcje mięsa i polać połową sosu z pieczenia oraz odrobiną gęsiego smalcu. Przykryć i wstawić do piekarnika na około 45 minut (temperatura 180-190 stopni). Można także mięso odgrzewać w kuchence mikrofalowej.

Pieczoną gęś podawać z kapustą i ugotowaną na sypko kaszą gryczaną.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Bardzo smaczne, puszyste ciasto z owocami, bez dodatku tłuszczu.
Ładniejsze w dniu pieczenia, ale… jeszcze smaczniejsze nazajutrz 😉

Można do niego użyć dowolnych dostępnych obecnie owoców (jabłek, gruszek, moreli, brzoskwiń, śliwek), ale gorąco polecam dodanie także borówek… Dodają smaku i urody 🙂

Przepis podsunęła mi Oliwka, ale oryginalnie pochodzi on z blogu Moje Wypieki.

Uwaga:)
MĄKA – JAKĄ WYBRAĆ?

Piekąc w domu ciasta/ciasteczka/naleśniki/gofry/itp. staram się wyszukiwać takie przepisy, które wykorzystują mąki z pełnego przemiału. Do niektórych ciast (np. serniki) lub deserów (np. suflety) konieczne jest wykorzystanie białej mąki pszennej, ale wtedy wybieram takie przepisy, które zawierają jej jak najmniej.
Mąka pełnoziarnista zawiera więcej witamin, żelaza, potasu i miedzi niż normalna biała mąka. Jest ponadto bogatym źródłem błonnika, który korzystnie wpływa na przemianę materii.

Używam następujących rodzajów mąki:
– mąka pszenna pełnoziarnista typ 1850 (graham) lub typ 2000 (razowa)*
– (biała) mąka pszenna typ 550 (luksusowa)
– (jasna) mąka żytnia typ 720
– mąka żytnia pełnoziarnista typ 2000 (razowa)
– mąka orkiszowa pełnoziarnista typ 1850 (graham) lub typ 2000 (razowa)**
– (jasna) mąka orkiszowa typ 630 lub 700 lub 750**
– mąka gryczana.

* W prezentowanych przeze mnie przepisach mąka graham i razowa mogą być stosowane zamiennie (lub jako mieszanka obu).

** Orkisz to zboże podobne do pszenicy. Zatem w przepisach część mąki pszennej można zawsze zastąpić odpowiednim typem mąki orkiszowej (i na odwrót).

Dzisiejsze zestawienie prezentuję na specjalną prośbę jednej z Czytelniczek LS. Mam nadzieję, że przyda się ono także innym 🙂
Sama miałam wiele problemów z odpowiednim dobraniem mąki, szczególnie, że oferta sklepów jest w tej chwili baaardzo bogata i naprawdę można się pogubić w tych wszystkich typach i gatunkach 😉
Wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na ten właśnie temat polecam artykuł w Wikipedii.

Składniki:
4 duże jajka (osobno białka i żółtka)
1/2-3/4 szklanki fruktozy lub cukru brzozowego*
1 szklanka mąki pszennej luksusowej
1 szklanka zarodków pszennych (lub otrębów)**
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
500 g dowolnych owoców (u mnie jabłka, śliwki i borówki)

*Ilość fruktozy zależy od indywidualnych preferencji i rodzaju dodanych owoców. My lubimy ciasta mało/średnio słodkie, więc następnym razem dodam tylko pół szklanki fruktozy 😉

** Ja dodałam zarodki pszenne.

Wykonanie:
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Białka umieścić w misie miksera i ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać partiami fruktozę/cukier brzozowy, łyżka po łyżce, miksując (jak przy bezach). Dodać żółtka i zmiksować.

Mąkę i proszek przesiać. Wymieszać z zarodkami (lub otrębami). Dodać do masy jajecznej, wymieszać szpatułką.

Blachę o wymiarach 23 x 34 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Na papier wyłożyć surowe ciasto, wyrównać. Na wierzch wyłożyć owoce (owoce typu morele, śliwki – układamy rozcięciem ku górze).

Piec w temperaturze 170ºC przez 35 – 40 minut, do tzw. suchego patyczka.

Przed podaniem ciasto można posypać odrobiną fruktozy w pudrze.

Uwaga:)
Aby puder utworzył biały „kożuszek” ciasto musi być zupełnie zimne!
W miarę upływu czasu, np. następnego dnia po pieczeniu, „kożuszek” i tak zniknie (rozpuści się), pozostawiając tylko słodki posmak. Dlatego napisałam, że ciasto nazajutrz straci na urodzie 😉

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Danie z cyklu „Podróże kulinarne” 😉

Wołowina po chińsku to danie „2 w 1” tj. smakowite mięso i smażone warzywa „za jednym zamachem”.
Danie bardzo szybkie do przygotowania. Cała obiado-kolacja gotowa w 30 minut (15 minut krojenie i 15 minut smażenie).

Uwaga:)
Dodatkową zaletą tego typu dań jest ich „elastyczność” w doborze składników.
Do przygotowania „dania po chińsku” możemy użyć:
MIĘSO – polędwica wołowa, polędwiczki wieprzowe, filety z kurczaka, filety z indyka lub
OWOCE MORZA – krewetki, kalmary, mieszanka owoców morza i/lub
WARZYWA – świeża papryka, cukinia, cebula, grzyby shitake (świeże/suszone/ze słoika) lub pieczarki, pędy bambusa (z puszki), kiełki fasoli mung (świeże lub z puszki).

Stałe powinny pozostać przyprawy:
WERSJA MINIMUM – czosnek, sos sojowy, pieprz i sól
WERSJA ROZSZERZONA – wersja minimum + sake lub wódka, czerwona pasta curry, trawa cytrynowa, olej sezamowy.

Składniki:
(wersja jak na zdjęciach)
½ kg polędwicy wołowej
½ cukinii
1 duża cebula
½ czerwonej papryki
1 puszka kiełków fasoli mung (lub pędów bambusa)
2-4 ząbki czosnku
3-6 łyżek sosu sojowego
1 łyżeczka posiekanej trawy cytrynowej (lub pasty z trawy cytrynowej)
1-2 łyżeczki czerwonej pasty curry (ilość zależy od upodobań, ale radzę stosować z umiarem, bo pasta jest baaardzo ostra!)
1-2 łyżki sake (lub wódki)
pieprz i sól
olej

Wykonanie:
Mięso pokroić na paseczki, doprawić przeciśniętym czosnkiem, 3 łyżkami sosu sojowego, pastą curry (na początek 1 łyżeczka), pieprzem (1/4 łyżeczki) oraz sake lub wódką (1-2 łyżki). Wymieszać i odstawić do lodówki.

Pokroić pozostałe składniki. Paprykę i cukinię w paseczki, a cebulę w piórka. Każdy składnik powinien być w osobnym naczyniu.

W dużej, głębokiej patelni (a najlepiej w woku) rozgrzać 2 łyżki oleju. Dodać paprykę i smażyć 2-3 minuty na silnym ogniu. Gdy lekko zmięknie wyjąć łyżką cedzakową i odłożyć do głębokiej miski.
Tak samo przesmażyć cukinię, cebulę, a potem kiełki fasoli (lub pędy bambusa). (Uwaga: Kolejne partie smażonych warzyw można już wkładać do jednej miski.)
Na koniec małymi partiami usmażyć mięso. (Uwaga: Warzywa smażymy pojedynczo, a mięso dzielimy na partie, po to aby wszystkie składniki były usmażone, a nie uduszone we własnym sosie!)

Wszystkie obsmażone składniki włożyć z powrotem do woka i smażyć razem 3-5 minut, aby przeszły swoim smakiem. Całość doprawić do smaku sosem sojowym (Uwaga! Jest słony!!!), pieprzem i trawą cytrynową.

Podawać z dzikim ryżem i/lub z ogórkami po chińsku.
Do popijania polecam natomiast zieloną herbatę 🙂

OGÓRKI PO CHIŃSKU
2-4 małe, świeże ogórki – obrane i pokrojone
1 łyżka posiekanego drobnego szczypioru
1 łyżka sosu sojowego
1/2 łyżki octu ryżowego
pieprz do smaku

Smacznego:)


OKOŁOBLOGOWO…
Przy prowadzeniu bloga korzystam m.in. z programu firmy M., znanego amerykańskiego producenta Okien (ang. Windows).
W związku z tym chciałabym się z Wami podzielić pewną moją refleksją…

CO BY BYŁO GDYBY FIRMA M. PRODUKOWAŁA SAMOCHODY?
Rano, zgodnie z codziennym harmonogramem, wybiegacie z domu aby zasiąść za kierownicą własnego samochodu i wybrać się w podróż do pracy/szkoły. Wsiadacie do samochodu i w tym momencie okazuje się, że Wasze auto w nocy uaktualniło się do najnowszej wersji i od dzisiaj jest również łodzią podwodną!!!

W związku z tym zamiast przedniej szyby macie teraz przed sobą peryskop-noktowizor, z dodatkowymi opcjami przybliżania/oddalania/ściemniania/wskazywania linii horyzontu! Kierownica zastąpiona została joystick’iem, aby łatwiej było sterować autem w prawo/lewo/do góry i na dół. Dodatkowo na tablicy pojawił się szereg przycisków pomagający ustawić promień skrętu, nachylenie, szybkość opadania/wznoszenia oraz włączanie/wyłączenie echosondy.

Zdesperowani (czas ucieka i za chwilę spóźnicie się do szkoły/pracy) postanawiacie jednak ruszyć. Sięgacie aby włożyć kluczyk i uruchomić silnik… ale nie ma stacyjki!!! Spędzacie pół godziny w poszukiwaniu miejsca gdzie wkłada się kluczyk i… znajdujecie je z tyłu własnego fotela. Zostało tam przeniesione dla Waszego dobra, aby uniknąć przypadkowego uruchomienia silnika i w efekcie zatonięcia… we własnym garażu 😦
Pzdr Aniado

Ps. Dzisiejszy wpis ukazał się dzięki uprzejmości mojego syna, który zgodził się pożyczyć mi swoje „auto” 😉

Read Full Post »

Wróciły ciepłe dni, zachęcam więc do przygotowania domowych lodów jagodowych na bazie jogurtu.

Danie z cyklu „Wiesz co jesz” 😉

Uwaga:)
MYCIE JAGÓD
Leśne jagody są owocami bardzo delikatnymi i nietrwałymi. Będąc na targu, pewna pani zdradziła mi sprytny sposób mycia jagód 😉

Owoce włożyć do dużego sitka. Miskę/garnek napełnić zimną wodą. Sitko z jagodami wstawić do garnka, tak aby całe owoce zanurzyły się w wodzie. Następnie unieść do góry, aby odcedzić wodę. „Operację” powtórzyć 2-3 krotnie.

Składniki:
1-2 szklanki jagód leśnych
1 duży pojemnik jogurtu naturalnego
2-4 łyżki syropu z agawy (fruktozy lub cukru brzozowego)

maszynka do robienia lodów (lub dużo wolnego czasu…)

Wykonanie:

Jagody umyć (jak opisano powyżej). Osączyć, a następnie dokładnie zmiksować. Wymieszać z jogurtem. Doprawić do smaku syropem z agawy. Masę jogurtową przełożyć do maszynki do robienia lodów (tutaj pisałam o niej więcej). „Zamrażać” około 30 minut, aż lody będą prawie gotowe (bardzo gęste). Przełożyć do pudełka z przykrywką i wstawić do zamrażarki aż do całkowitego zamrożenia.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Pieczone, faszerowane udka podane z sosem pomarańczowym to nie lada przysmak dla wszystkich, którzy lubią połączenia słono-słodko-kwaśne.

Uwaga:)
Przygotowując faszerowane udka w sosie pomarańczowym wzorowałam się na daniu, które jedliśmy w przydrożnej restauracji „gdzieś” we Francji. Na restaurację trafiliśmy zupełnie przypadkowo, a okazała się być prawdziwą „perłą”. Lunch składający się z 4 dań (przekąski, przystawka, danie główne i deser) zasługiwał na niekończące się pochwały zarówno pod względem smaku jak i wyglądu!!!

W zasadzie wszystko co nam zaserwowano zasługuje na szersze rozpropagowanie… także wkrótce powrócę jeszcze do tamtego lunch’u 😉

Składniki:
8 „pałek” z kurczaka
sól i pieprz
słodka papryka
oliwa z oliwek

farsz:
1 duży filet z kurczaka (lub około 20-25 dag mielonego mięsa drobiowego)
1/2 posiekanej cebuli
1-2 łyżki rodzynek
1-2 łyżki orzeszków piniowych (lub pestek słonecznika/ugotowanej quinoa/ugotowanej drobnej kaszy jęczmiennej)
sól i pieprz do smaku
szczypta słodkiej papryki

sos pomarańczowy:
250 ml świeżego soku pomarańczowego (z 3-4 pomarańczy)
1 łyżka konfitury pomarańczowej (u mnie firmy St. Dalfour – bez dodatku cukru) lub syropu z agawy/fruktozy (opcjonalnie)
1/2 łyżeczki pociętej na cienkie paseczki skórki pomarańczowej

Wykonanie:
Z udek-pałek usunąć 3/4 kości:
– okroić mięso wokół końcówki udka;
– stopniowo zsuwać mięso do dołu, aż do prawie całkowitego odsłonięcia kości;
– nożycami do drobiu odciąć kość prawie u nasady.
Uwaga:) Na poniższym zdjęciu widać kolejne etapy usuwania kości.

Pałki oprószyć solą i pieprzem wewnątrz i na zewnątrz. Odstawić do lodówki.

Przygotować farsz. Filet z kurczaka zmielić w maszynce (lub baaardzo drobno posiekać). Wymieszać z posiekaną cebulą, rodzynkami i piniami. Doprawić do smaku solą, pieprzem i mieloną słodką papryką. Skropić/spryskać oliwą.

Farszem wypełnić kieszonki po kościach.

Udka ułożyć w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym oliwą. Posypać każde odrobiną mielonej słodkie papryki (dla koloru) i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec 60 minut w temperaturze 190-200 stopni. W czasie pieczenia 1-2 razy obrócić, aby równo się przyrumieniły.

W czasie gdy udka się pieką przygotować sos. Z dokładnie umytej pomarańczy skroić 2-3 plastry skórki. Włożyć do małego rondelka, zalać wodą, zagotować i odcedzić. Czynność powtórzyć jeszcze 2-3 razy, dzięki czemu skórka straci gorzki posmak.
Wyciśnięty, świeży sok pomarańczowy gotować aż odparuje przynajmniej do połowy swojej objętości i nabierze konsystencji syropu. Dodać skórkę pomarańczową pociętą na cieniutkie paseczki i ewentualnie konfiturę pomarańczową lub syrop z agawy/fruktozę.

Udka podawać w całości lub pokrojone na plasterki i polane sosem pomarańczowym.*
* Ja serwowałam je z wyśmienitą sałatką brokułową.

Smacznego 🙂

ROK TEMU NA BLOGU
Doskonałe, pieczone warzywa na sposób śródziemnomorski.


Egzotyczna zupa kokosowa

oraz absolutnie fenomenalne pieczone pomidory, tym razem jako dodatek do łososia.

Read Full Post »

Bardzo długo uważałam, że szparagi je się tylko na ciepło… Okazało się, że można je jeść także na zimno, są bowiem wspaniałym i smakowitym składnikiem sałatek.

Proponowana przeze mnie dzisiaj sałatka szparagowa to tylko mała podpowiedź – jedna z „kombinacji” 😉
Wariantów może być naprawdę ogromna ilość.
Stałym składnikiem będą jedynie ugotowane „al dente” szparagi, a reszta… zależy już tylko od Waszych upodobań!

Uwaga:)
JAK GOTOWAĆ ZIELONE SZPARAGI?
W zależności od ilości szparagi najwygodniej jest gotować w specjalnym garnku (1-2 pęczki na raz) lub… na dużej patelni (kilka sztuk).
Przygotować szparagi.
Dokładnie umyć i odciąć/odłamać zdrewniałe/najtwardsze końcówki.
W garnku lub na patelni zagotować odpowiednią ilość wody (tj. tyle aby pokryła ona całe łodygi). Wodę osolić do smaku (lepiej za mało niż za dużo!).
Szparagi wkładać do gotującej wody. Gotować 2 minuty („al dente”) lub 3 minuty („na miękko” lub gdy są bardzo grube).
Wyjąć i od razu przełożyć do zimnej/lodowatej wody aby szybko ostygły.
Wyjąć, odsączyć z wody i ewentualnie osuszyć na ręczniku papierowym.

Składniki:
zielone szparagi ugotowane „al dente”
sałata o zdecydowanym smaku (np. rukola, endywia) i/lub cykoria*
pomidory
suszona żurawina lub rodzynki, suszone śliwki, suszone morele…
pokruszony ostry ser kozi lub feta albo pleśniowy (np. gorgonzola, roquefort)*
płatki migdałowe lub orzechy (np. włoskie, pekan, piniowe)

sos balsamiczny lub winegret

*szparagi są bardzo delikatne w smaku, dla równowagi więc dobrze jest zestawić je z „ostrą sałatą” i zdecydowanym w smaku serem

Wykonanie:
Składniki sałatki ułożyć „malowniczo” na talerzu i skropić 1-2 łyżkami sosu.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »