Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Warto wiedzieć’ Category

sałatki słoikowe20133

Dla zapracowanych i dla leniuchów…
Dla dorosłych i dla dzieci…
Dla oszczędzających czas i pieniądze…
„Fast food” w najlepszym i najzdrowszym wydaniu! Na śniadanie, obiad i kolację…

Sałatki „słoikowe” to moje największe odkrycie tego roku!!!
Pozwalają na jednorazowe przygotowanie zapasu sałatek nawet na cały tydzień!

sałatki słoikowe20135

Pomysł podpatrzony na jednym z anglo-języcznych blogów. Takie sałatki to baaardzo popularny temat wśród kulinarnych blogowiczów na całym świecie. Tutaj i tutaj dwa przykłady. Duuużo więcej znajdziecie bez problemu wpisując w wyszukiwarce „salad in a jar” 🙂
sałatki słoikowe20131

Potrzebne będą:
Słoiki ze szczelnymi pokrywkami; najlepiej o pojemności 500 ml; z szeroką „szyjką” (tak aby łatwo było do nich wkładać składniki, a następnie „wysypywać” sałatkę na talerz).

Składniki na sałatki:
podstawowe:
sałata – najlepiej rzymska, lodowa, roszponka lub rukola; ale także młody szpinak i kiełki; nie nadają się sałaty o bardzo wiotkich i kruchych listkach;
warzywa – pomidory (ale TYLKO małe koktajlowe, których nie trzeba kroić), ogórki, papryka, marchew (tarta), rzodkiewka;

dodatkowo:
warzywa „przetworzone” – np. suszone pomidory, oliwki, marynowana papryka, kiszone/konserwowe/małosolne ogórki, kapary, grillowane warzywa (cukinia, bakłażan, papryka), itp.
mięso/wędliny – pieczone mięsa (np. schab, kurczak, indyk, steki z polędwicy); wędliny (np. szynka gotowana, parmeńska, polędwica sopocka, łososiowa;
orzechy (np. nerkowca, włoskie, migdały, piniowe), bakalie (np. rodzynki, suszone morele, żurawina) i nasiona (np. sezam, słonecznik, dynia, siemię lniane);
ugotowane na sypko kasze – np. quinoa, pęczak;
sery – np. żółty, twarda feta, mozzarella w zalewie;

sałatki słoikowe20137

Zalety:
1/ Za „jednym zamachem” możemy przygotować sałatki nawet na cały tydzień lub dla kilku osób!
2/ Oszczędzamy czas (jednorazowe mycie, suszenie i krojenie składników; jednorazowe sprzątanie bałaganu w kuchni)!
3/ Oszczędzamy pieniądze (nic się nie marnuje, obsychając i więdnąc w lodówce)!
4/ Zawsze mamy w lodówce zdrowy „fast food”, posiłek gotowy w przysłowiowe 5 minut!
5/ Sałatki są „jak świeżo zrobione” nawet do 5-7 dni! (Ja osobiście testowałam je do 5 dni i były bez zarzutu!)

sałatki słoikowe20132

O czym warto pamiętać:
1/ Kolejność wkładania składników: na dno, jako pierwsze, idą najtwardsze i najcięższe (np. pomidory, ogórki, rzodkiewka) i najbardziej „mokre” składniki (np. suszone pomidory w oliwie, oliwki, kapary); im wyżej tym składniki są lżejsze i delikatniejsze; sałaty są ZAWSZE na GÓRZE!;
2/ Wielu Autorów na dno słoików wlewa sos sałatkowy; tak przygotowane sałatki nadają się idealnie do zabrania do pracy/szkoły; ja na domowe potrzeby przygotowywałam „suche” sałatki, bez sosu;
3/ Lepiej unikać bardzo intensywnie pachnących składników: np. cebula, wyraziste sery pleśniowe, gotowane jaja, ryby; sałatki z dodatkiem marynowanych warzyw (papryka/ogórki) najlepiej jest zjeść w ciągu 2-3 dni, bo potem zbyt mocno czuć „octową woń”;
4/ Lepiej unikać także składników, które pod wpływem czasu zmieniają kolor: np. awokado, jabłka;

BARDZO GORĄCO ZACHĘCAM WAS DO TWORZENIA WASZYCH WERSJI SAŁATEK SŁOIKOWYCH!
NAPRAWDĘ WARTO 🙂
Pzdr Aniado

sałatki słoikowe20136

Reklamy

Read Full Post »

kiełki

Dzisiaj oddaję głos kolejnej bohaterce cyklu „Czytelnicy gotują”. Jest nią urocza Daria, kobieta pracująca, Mama i Żona, która z sukcesem umie pogodzić wszystkie te role 🙂

Odkąd „dostałam” swoją własną kuchnię (czyli od czasu przeprowadzki „na swoje” ;)) okazało się, że… gotowanie może być przyjemne!
Więcej, eksperymentowanie z nowymi smakami, zupełnie innymi niż w kuchni moich Mam (bo teściowa to też Mama, prawda? ;)), łączenie ich w potrawy, których dotychczas nikt z nas nie jadł może być naprawdę fascynujące!
I wtedy odkryłam w Internecie… Lepszy Smak!… Objawienie!… To było dokładnie to, czego szukałam! Mając siebie raczej za eksperymentatora niż kucharza, tu znalazłam rozwiązania idealne: w potrawach składników co najwyżej 5 (mój ówczesny limit) w dodatku tylko do wymieszania i jakiejś obróbki termicznej. No po prostu nic dodać nic ująć. A jak usłyszałam od syna: „Mamo, jak zrobię kiedyś konkurs na najlepsze jedzenie, to ta potrawa dostanie pierwsze miejsce” no to już tylko przesłać do Anido i rozpływać się z radości!
Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu, jakiś czas temu otrzymałam od Anido mail z prośbą o podesłanie jakiegoś „zdrowego” przepisu. I tu pojawił się problem… Przecież wszystkie takie przepisy w mojej kuchni pochodziły z… Lepszego Smaku!… Nie było rady, trzeba było improwizować coś „na-winie”, czyli co się nawinie w lodówce ( i w tym przypadku na parapecie 😉 ). Efekt? Sami sprawdźcie!…

Co do samych kiełków, to muszę przyznać, że kiełkownica sprawdza się u nas bardzo dobrze. Z jednym małym ale… Nigdy nie wiem, jak naprawdę smakują „dojrzałe” kiełki, bo moje trzy kiełkowe potwory pożerają je jeszcze zanim roślinki na dobre wystartują!… 😉
Wam także życzę przepysznych eksperymentów z kiełkami, żeby jakoś sobie przyśpieszyć tę tak bardzo oczekiwaną już wiosnę!… SMACZNEGO!

DSC_8668

Aniado:
Od „zawsze” kupowałam w sklepie gotowe, wyrośnięte już kiełki. Jedynym wyjątkiem była rzeżucha, którą rozsiewałam na talerzyku, wyłożonym watą i hodowałam jako dekorację na stół Wielkanocny.
Przyznaję, że dopiero Daria nakłoniła mnie do hodowli kiełków w domu. Zaraz po tym, jak zaczęłyśmy omawiać mailowo nasz wspólny odcinek „Czytelnicy gotują” i ustaliłyśmy, że jego bohaterem będą m.in. kiełki, gotowa byłam pobiec do sklepu i kupić kiełkownicę. Daria uświadomiła mi jednak, że kiełki można hodować na „sto innych sposobów” 🙂
Zapraszam Was zatem do zapoznania się z profesjonalną metodą Darii i moją amatorską. Którą z nich wykorzystacie nie ma znaczenia, bo najważniejszy jest efekt końcowy! W ciągu paru dni będziecie mieć w domu bezcenne źródło witamin i minerałów, prosto z „własnego ogródka”, wprost na wyciągnięcie ręki 🙂

DLACZEGO WARTO JEŚĆ KIEŁKI?
Kiełki to ziarna zbóż, które rozpoczęły okres wegetacji. I w tym tkwi tajemnica ich szczególnych właściwości. Natura w ziarnach zachowuje i przekazuje następnym pokoleniom zbóż najcenniejsze składniki i właściwości danej rośliny. W trakcie kiełkowania tych ziaren uwalniają się enzymy, które powodują wytwarzanie dużej ilości witamin. Ziarna zawierają także główne składniki pokarmowe, czyli białka, tłuszcze i węglowodany. Dzięki procesowi kiełkowania oraz specjalnym, uwalnianym w tym procesie enzymom zostają one rozbite ze związków złożonych na proste, a w tej postaci są znacznie łatwiej przyswajane przez nasz organizm. (Źródło: tutaj)

JAK HODOWAĆ KIEŁKI?
Daria – w tzw. kiełkownicy (metoda profesjonalna)
Moja kiełkownica to zestaw trzech plastikowych głębszych tac postawionych na sobie, z dziurką na odpływ wody i z dodatkowym pojemnikiem na dole, żeby zebrała się przelana woda.
Kupuję nasiona na kiełki w paczuszkach. Teraz jest „sezon” i dużo jest ich w ofercie. Owe nasiona wysypuję prosto na tacki i raz dziennie przelewam wodą. Nie zostawiam jej w dolnym pojemniku, bo kiełki wtedy szybko pleśnieją. Z reguły po 3 dniach można się już delektować kiełkami 😀 (Jest to czas przybliżony, w zależności od rodzaju kiełków.)
Kiełki można wysiewać co drugi dzień, to wtedy ma się „ciągłość” dostaw 😉

kiełki 1

Aniado – w słoiku (metoda amatorska)
Wsypać kiełki do słoika. Zalać zimną wodą tak aby przykryła kiełki. Słoik przykryć podwójnie złożoną gazą obwiązać gumką recepturką. Obciąć nadmiar gazy. (Ja tego nie zrobiłam za pierwszym razem i po paru dniach brzegi gazy zżółkły i wyglądały mało apetycznie.)
Przechylając słoik „odcedzić” nadmiar wody do zlewu, a słoik ustawić na drugim (tak jak to widać na zdjęciach), aby reszta wody mogła swobodnie spływać. Słoik pozostawić na blacie kuchennym w zacienionym miejscu.
Przepłukiwać (napełniać zimną wodą i odcedzać; bez konieczności zdejmowania gazy) 2 razy dziennie (rano i wieczorem). Kiełki są gotowe po 5-7 dniach.
Wyrośnięte kiełki trzymam w lodówce w słoiku przykrytym folia przezroczystą. Zapobiegam w ten sposób ich „przerośnięciu”, a jednocześnie utrzymuję ich świeżość nawet do tygodnia!

kiełki

KTÓRE KIEŁKI WYBRAĆ?
Daria: Nam najbardziej smakuje fasola mung, lukrecja i pszenica, bo nie są piekące. Raczej powiedziałabym, że są słodkie i smakują zupełnie jak taki bardzo młody groszek prosto z ogródka 🙂 MNIAM!

Aniado: Uwielbiam te drobne i zdecydowane w smaku. Moimi faworytami są stanowczo kiełki rzodkiewki. Mają smak młodych rzodkiewek, tych które w czasie jedzenia miło szczypią w język. Na drugim miejscu, ex aequo, są delikatne „nitki” kiełków lucerny i brokuła.

Przepis Darii:
SUR-ŁATKA (czyli surówko-sałatka) BROKUŁOWA
1 brokuł
½ główki sałaty lodowej
kiełki pszenicy (wychodowane na własnym parapecie;))
oliwki
parmezan
oliwa
suszony koper (!)
sól
oregano, bazylia, tymianek… – co lubimy! 😉

Brokuła ugotować na półtwardo.*
*Uwaga: Brokuła wkładam do takiego specjalnego naczynia do gotowania w mikrofalówce (miska z przykrywką z Tupperware), dodaję 2 łyżki wody i 3-4 większe płatki słonego masła (już nie solę, bo dla nas to starczy). No i do mikrofalówki na 800W 4,5 – 5 min. Potem jeszcze na chwilę zostawić w mikrofalówce, wyjąć, zamieszać nie otwierając i… voila! można jeść! 😉 (lub dodać do sałatki!)
Sałatę porwać na kawałki. Wsypać odsączone oliwki, dodać kiełki (ile mamy ochoty, ale te z pszenicy są niesamowicie słodkie…), a parmezan zetrzeć na płatki obieraczką do warzyw (nie jest zbyt prosto, ale jak się poćwiczy, to jakoś idzie ;)).
Dodać ostudzonego brokuła i wymieszać. W zasadzie to można dodać tu wszystko, na co macie ochotę, lub co musicie „zneutralizować” i tak będzie pysznie.Oliwę wymieszać w miseczce z solą i przyprawami, polać sur-łatkę i lekko wymieszać.
Smacznego

Aniado:
Sur-łatka jest bardzo zielono-smaczna 😉
Metoda błyskawicznego gotowania brokuła już na stałe zagościła w naszej kuchni. Ja co prawda nie mam takiego specjalnego naczynia do gotowania w kuchence mikrofalowej, ale używam zwykłego szklanego naczynia żaroodpornego z pokrywką i też działa 🙂
W miejsce sałaty lodowej użyłam endywii oraz pominęłam koper, który (niestety!) nie wszystkim u nas w Rodzinie smakuje. Parmezan (z lenistwa) starłam na grubej tarce.
Mniam 🙂

DSC_9461

Read Full Post »

CREME FRAICHE

Crème fraîche to francuska, gęsta, tłusta, lekko zakwaszona śmietana.

Występuje dość często jako składnik przepisów na sosy i desery, warto zatem wiedzieć jak zrobić ją w domu.

Składniki: (1 szklanka)
3/4 szklanki pasteryzowanej śmietany 30 % lub 36 % (Nie UHT!)
1/4 szklanki maślanki

Śmietanę wymieszać z maślanką i odstawić w ciepłe miejsce (21-25 stopni) na 24-48 godzin, do czasu aż śmietana zgęstnieje i nabierze kwaskowego smaku.

Przechowywać w zamkniętym naczyniu, w lodówce do 14 dni.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Deser światowej sławy!

Truskawki ala Romanow… a może ala Romanoff…

W książkach kulinarnych i w internecie znajdziecie obie nazwy, w zależności od anegdot na temat genezy powstania tego deseru. Jedni twierdzą, że był zachcianką cara z dynastii Romanowów, inni, że autorem jest znany kucharz Romanoff…

Jeśli co do nazwy można mieć wątpliwości, to na pewno nikt nie będzie ich miał co do samego smaku deseru!
Prostota i wyrafinowanie w jednym!

Absolutnie na czasie, nie tylko ze względu na trwający sezon truskawkowy, ale także na piękne, jakże modne w ostatnich dniach, biało-czerwone barwy!

Uwaga:)
Przygotowując desery, które potem prezentowane są na tym blogu, staram się aby będąc ładne i smaczne, jednocześnie były jak najmniej „grzeszne”. Aby to osiągnąć, ograniczam cukier, stosuję jego zamienniki, używam jak najwięcej owoców oraz, o ile to tylko możliwe „przemycam” inne cenne składniki, np. błonnik.

I tu zbliżam się do sedna dzisiejszego wpisu… czyli słów kilka o tym jak połączyć dobre z pożytecznym 😉

Jakiś czas temu, w jednym z pism kulinarnych natknęłam się na przepis, w którym do bitej śmietany dodany był… błonnik z cykorii. Autor przepisu bardzo zachwalał ten składnik, pisząc, że ma on prozdrowotne właściwości. Poszperałam trochę w internecie i okazało się, że chodzi o inulinę w proszku. O samej inulinie pisałam już wcześniej przy okazji topinamburu i cykorii.

INULINA – rozpuszczalny błonnik pokarmowy
Oto kilka głównych jej zalet:
– zapewnia uczucie sytości,
– pomaga zredukować kaloryczność,
– jest prebiotykiem, aktywującym florę jelitową,
– poprawia pracę jelit i trawienie,
– wzmacnia układ odpornościowy.

Więcej na temat inuliny możecie przeczytać np. tutaj.

Błonnik z cykorii można nabyć w wybranych aptekach, sklepach zielarskich i ze zdrową żywnością (również internetowych). Jest to biały proszek bez zapachu, o delikatnie słodkim smaku.

Mimo, że jest to środek całkowicie naturalny i prozdrowotny powinno się go stosować z umiarem! Ze względu na wpływ inuliny na układ trawienny, zaleca się stopniowe wprowadzanie jej do swojej diety oraz nie przekraczanie dawki 20 g na dobę. (1 łyżka stołowa błonnika z cykorii zawiera około 10 g czystej inuliny.)

Składniki: (4-5 porcji)
3-4 szklanki pokrojonych świeżych truskawek
3-4 łyżki likieru pomarańczowego

1/2 szklanki mocno schłodzonej śmietany 30%
1-2 łyżeczki błonnika z cykorii
2 łyżeczki cukru pudru
1 łyżeczka soku z cytryny

Wykonanie:
Pokrojone truskawki polać likierem pomarańczowym, wymieszać, przykryć i wstawić do lodówki na minimum 4 godziny.

Tuż przed podaniem deseru mocno schłodzoną śmietanę wymieszać z cukrem pudrem, sokiem z cytryny i błonnikiem z cykorii. Ubić mikserem na krem.

Truskawki rozłożyć do pucharków i udekorować „czapą” bitej śmietany.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

ŚWIADOMY KONSUMENT

Odpowiedzialność za zdrowie własnej rodziny, ale także blogowanie „zmuszają” mnie do ciągłych poszukiwań i zgłębiania różnych aspektów tego czym karmię moją Rodzinę oraz o czym piszę i co prezentuję (czyli poniekąd promuję) na łamach Lepszego Smaku.
Zaopatrzona w kilka mądrych książek o odżywianiu i dietach, po wykładzie wygłoszonym przez pewnego lekarza oraz po przeczytaniu „nieskończonej” ilości artykułów dostępnych w internecie przyjrzałam się ostatnio dokładniej cukrom.

CZYTAJMY I NAUCZMY SIĘ CZYTAĆ ETYKIETY NA PRODUKTACH SPOŻYWCZYCH!
Prosty przykład. Czy wiecie jaka jest różnica pomiędzy produktami, na których napisane jest „nie zawiera cukrów” a „bez dodatku cukrów”?
Na pierwszy rzut oka, to dokładnie to samo, prawda? Jednak w nomenklaturze „producentów” znaczy to, że:
NIE ZAWIERA CUKRÓW
Oświadczenie, że środek spożywczy nie zawiera cukrów, oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas, gdy produkt zawiera nie więcej niż 0,5 g cukrów na 100 g lub 100 ml.

BEZ DODATKU CUKRÓW

Oświadczenie, że do środka spożywczego nie zostały dodane cukry, oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas, gdy produkt nie zawiera żadnych dodanych cukrów prostych, dwucukrów ani żadnych innych środków spożywczych zastosowanych ze względu na ich właściwości słodzące. Jeżeli cukry występują naturalnie w środku spożywczym, na etykiecie powinna się również znaleźć następująca informacja: „ZAWIERA NATURALNIE WYSTĘPUJĄCE CUKRY”.

Na podstawie informacji Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

CO TO JEST ADI?
ADI (ang. Acceptable Daily Intake) – dopuszczalne dzienne spożycie (tłumaczone również jako: dopuszczalne dzienne pobranie lub dopuszczalna dzienna dawka), wskaźnik określający maksymalną ilość substancji, która zgodnie z aktualnym stanem wiedzy może być przez człowieka pobierana codziennie z żywnością przez całe życie prawdopodobnie bez negatywnych skutków dla zdrowia.
Żródło: Wikipedia

Do substancji słodzących, które mogą zastępować cukier zalicza się:
Słodziki (np. Aspartam)
Poliole tj. alkohole cukrowe (np. Ksylitol czyli cukier brzozowy)
Naturalne cukrowce (np. fruktoza)

Wskaźnik ADI jest ustalony tylko dla słodzików.
Dla alkoholi cukrowych i fruktozy nie ma ustalonej wartości ADI. Ich stosowanie opiera się na prostej regule: tak mało jak to możliwe, nie więcej, niż to konieczne („quantum satis”).
Trzeba pamiętać, że oba te produkty spożywane w dużych ilościach mogą wywołać dolegliwości żołądkowe (np. bóle brzucha lub biegunkę)…

Generalnie dietetycy i diabetolodzy zachęcają do stopniowego obniżania swojego progu słodkości, tj. przyzwyczajania się do potraw mniej słodkich, a nie równoważenia słodyczy substancjami słodzącymi.



FRUKTOZA – TWÓJ PRZYJACIEL CZY WRÓG?

Fruktoza występuje naturalnie w owocach i warzywach oraz ich przetworach (soki, dżemy, przeciery). Wchodzi w skład miodu (ok. 40%) i syropu z agawy (według różnych źródeł od 56-92%). Obecnie można ją nabyć także w postaci białego proszku, bardzo podobnego w smaku i z wyglądu do zwykłego cukru.

ZALETY:

– jest produktem naturalnym,
– ma stosunkowo niski Indeks Glikemiczny, oznacza to, że po spożyciu nie powoduje dużego wzrostu poziomu cukru we krwi, co jest wskazane u osób odchudzających się i chorych na cukrzycę.

WADY:

– jest gorzej trawiona przez ludzki organizm niż zwykły cukier
– nadmierne spożycie może prowadzić do problemów z układem pokarmowym, a w skrajnych przypadkach do otyłości i innych chorób.

REASUMUJĄC:
Zaleca się spożywanie fruktozy jedynie w formie naturalnej, jedząc owoce.

W internecie możecie przeczytać wiele artykułów omawiających szerzej ten temat. Większość z nich przedstawia jednak bardzo skrajne poglądy włącznie z takim, że fruktoza to trucizna…

Nie wiem jak Wy… ale ja zastosuję się do zaleceń lekarzy i ograniczę spożywanie fruktozy jedynie do owoców, warzyw i ich przetworów oraz od czasu do czasu także odrobiny syropu z agawy lub miodu.



UNIWERSALNE ZASADY ZACHOWANIA „WIECZNEJ MŁODOŚCI” I „PERFEKCYJNEJ FIGURY”:

Po wielogodzinnej lekturze wyłowiłam kilka „złotych zasad” wspólnych dla wszystkich diet:
– aktywny tryb życia
– spożywanie 4-5 posiłków dziennie
– dieta bogata w błonnik
– ograniczenie (nie wykluczenie!) spożywania cukrów (wszystkich!)

Brakuje mi oczywiście tak pełnej wiedzy, jaką posiadają dietetycy i diabetolodzy, ale w związku z rosnącą popularnością mojego bloga czułam na sobie obowiązek podzielnie się z Wami swoimi „odkryciami” 😉
Pzdr Aniado

A co Wy o tym sądzicie? Dyskusja mile widziana 😉

Read Full Post »

Pieczona perliczka ma bardzo ciekawy smak, podobno zbliżony do bażanta… Jasne, delikatne mięso, z wyraźnym akcentem dziczyzny.

Faszerowana jabłkami stanowi wykwintne danie, które zadowoli wszystkich smakoszy oraz zwolenników zdrowej i lekkiej kuchni 🙂

Gorąco polecam 🙂

Uwaga:)
Jak dla mnie jest to danie z cyklu „Człowiek uczy się przez całe życie…” 😉

Pierwszy raz w życiu przygotowywałam i jadłam perliczkę. Za inspirację dziękuję Magdzie, jednej z miłych Czytelniczek LS 😉

Zanim zabrałam się do gotowania przewertowałam internet w poszukiwaniu informacji na temat perliczek i przepisów na ich przygotowanie.

Okazało się, że mięso perliczek cenione jest zarówno za wyrafinowany i delikatny smak, ale także za walory zdrowotne. Mięso perliczek ze względu na bardzo niską zawartość tłuszczu polecane jest szczególnie osobom odchudzającym się oraz chorym na cukrzycę. Ogromnie ważny jest także zbliżony do naturalnego sposób chowu tego drobiu.
Tutaj możecie przeczytać więcej na ten temat.

Mój sposób na pieczoną perliczkę
W związku z tym, że mięso perliczek jest tak chude, należy je przed pieczeniem odpowiednio zabezpieczyć przed wyschnięciem. Najlepiej zrobić to „z dwóch stron”. Po pierwsze do środka nałożyć soczysty farsz, a po drugie okryć mięso od wierzchu szynką/chudym boczkiem.
U mnie ta metoda bardzo dobrze się sprawdziła!

Składniki: (4 porcje)
1 perliczka (u mnie Perliczka Wielkopolska)
1 duże jabłko (najlepiej odmiana Gala, Champion lub Ligol)
10 plastrów szynki parmeńskiej (lub innej podobnej, albo cienko krojonego chudego boczku)
sól i pieprz
1-2 łyżeczki majeranku
1/2 – 3/4 szklanki białego wytrawnego wina
oliwa z oliwek

dodatkowo na jabłkowe „szaszłyki” (5-7 szt):
1 jabłko obrane i pokrojone na cząstki
10-14 suszonych śliwek
5-7 plastrów szynki parmeńskiej (lub innej podobnej)
wykałaczki

Wykonanie:
Tuszkę ptaka umyć, osuszyć ręcznikiem papierowym i oprószyć wewnątrz solą i pieprzem. (Na zewnątrz mięso będzie okryte słoną szynką, a więc można go w ogóle nie solić lub osolić minimalnie!)

Przygotować farsz. Jabłko obrać i pokroić w dużą kostkę. Wymieszać z 1 łyżką oliwy i łyżeczką majeranku. Farszem napełnić tuszkę ptaka.

Perliczkę posmarować lekko oliwą i obłożyć plastrami szynki. (Uwaga: Ja dodatkowo obwiązałam całość bawełnianą nitką, aby zapobiec zsuwaniu się szynki w czasie pieczenia.)

Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Perliczkę ułożyć w naczyniu żaroodpornym i skropić oliwą. Na dno naczynia wlać 1/2 szklanki białego wina i całość wstawić do piekarnika. Piec 45 minut kilkukrotnie polewając winnym sosem spod pieczeni.

Dodatkowo/opcjonalnie:
W czasie gdy perliczka się piecze przygotować „szaszłyki” jabłkowe. Jabłko obrać i pokroić na cząstki. Pomiędzy dwie części jabłka wkładać 1-2 suszone śliwki, całość owinąć plastrem szynki i spiąć wykałaczką.

Po 45 minutach pieczenia dookoła perliczki ułożyć „szaszłyki” jabłkowe. Ponownie wszystko polać sosem spod pieczeni. (Uwaga: Jeśli jest go zbyt mało dolać 1/4 szklanki wina lub gorącej wody.)

Piec 30-40 minut polewając od czasu do czasu sosem spod pieczeni. (Uwaga: Jeśli mięso będzie się zbyt mocno rumienić, okryć pieczeń arkuszem papieru do pieczenia lub folii aluminiowej. Przed wyjęciem sprawdzić czy mięso jest upieczone. Z otworu po wbitym w udo/pierś patyczku powinien wypływać klarowny/przezroczysty sos.)

Upieczoną perliczkę wyjąć z piekarnika, przykryć folią aluminiową i pozostawić na 5-10 minut aby „odpoczęła”.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Tuż po Świętach, przyjemnie „zmęczeni” tradycyjną polską kuchnią, myślę, że dacie się namówić na wypróbowanie bardzo ciekawej i wszechstronnej przyprawy 😉

Zatar (Zathar) to przyprawa rodem z kuchni arabskiej (ale także izraelskiej, tureckiej i pozostałych krajów z tego regionu). Jest to mieszanka prażonego białego sezamu, dzikiego tymianku, suszonych, a następnie mielonych jagód sumaka garbarskiego oraz soli.

Używa się jej do… wszystkiego! Do przyprawiania mięs (kurczak, jagnięcina), ryb, jogurtu, pieczywa, warzyw… a nawet deserów!

Przyprawę można kupić gotową (internetowe sklepy z przyprawami, sklepy typu „Kuchnie Świata”) lub pokusić się o jej samodzielne wykonanie. Gotowe mieszanki często zawierają dodatkowe składniki np. majeranek, bazylię, oregano, cząber…

Składniki – wersja podstawowa:
1 część tymianku
1 część sumaku
1 część prażonego białego sezamu
sól do smaku

dodatkowo:
1/4 części oregano
1/4 części bazylii
1/4 części cząbru
1/4 części majeranku

Poniżej przedstawiam parę pomysłów na wykorzystanie zataru 🙂

LEBNEH (przepis tutaj) posypany Zatarem i skropiony oliwą smakuje wprost wybornie jako dodatek do pieczonych/grillowanych warzyw i mięs.



PIECZONA MARCHEW z Zatarem

Składniki:
surowa marchew – obrana i pokrojona wzdłuż na ćwiartki
natka pietruszki – drobno posiekana
oliwa
zatar
sok z cytryny
sól i pieprz

Wykonanie:
Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą. Marchew polać delikatnie oliwą i dokładnie wymieszać. Oprószyć solą i pieprzem. Włożyć do naczynia żaroodpornego i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec 20-30 minut w temperaturze 200 stopni, aż do czasu gdy marchew będzie miękka i przyrumieniona. W czasie pieczenia warzywa 1-2 razy obrócić/przemieszać.

Wyjąć, skropić sokiem z cytryny i posypać posiekaną natką oraz przyprawą zatar.

Podawać jako osobne danie lub dodatek do mięs/ryb.

Smacznego 🙂

Read Full Post »

Older Posts »