Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Sierpień 2010

LETNIA ZUPA GRZYBOWA

Zupa grzybowa jest zawsze dobra!
Zupa zrobiona z mieszanki świeżych grzybów jest… wyśmienita!

Korzystajmy z tego, że grzyby o tej porze roku to prawdziwe „Nowalijki”.
(Czy w dobie pomidorów i ogórków dostępnych przez cały rok, ktoś jeszcze pamięta to określenie?) 😉

Uwaga:)
Na zdjęciu jest oczywiście zupa grzybowa „zatrzymana na dłużej”, tj. zawekowana 😉

Zupę można dodatkowo „zagęścić” ugotowaną komosą ryżową (quinoa).

Składniki:
grzyby (podgrzybki, borowiki, maślaki…)
cebula
1-2 ząbki czosnku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
wywar z warzyw
sól i pieprz

1-2 łyżki śmietany

Wykonanie:
Cebulę posiekać i udusić w garnku na 2-3 łyżkach oliwy. Dodać oczyszczone, umyte i pokrojone w kostkę grzyby. Dodać przeciśnięty czosnek i smażyć około 5 minut.

Grzyby zalać wywarem i gotować na średnim ogniu około 30 minut (aż będą miękkie).

Zupę zmiksować, a następnie doprawić solą i pieprzem.

Podawać posypaną natką pietruszki z „kleksem” śmietany.

Smacznego:)

Wszystkim wielbicielom grzybów polecam duszone maślaki


oraz polędwiczki wieprzowe z kurkami

Read Full Post »

Korzystając z ostatnich dni wakacji nad Bałtykiem, próbuję najeść się ryb „na zapas”. Dzisiaj proponuję jajka faszerowane pastą z wędzonego na ciepło łososia, podane w „kiełkowych” gniazdkach.

Składniki:
1 dzwonko wędzonego na ciepło łososia (lub innej wędzonej ryby, np. pstrąga, makreli…)
1 łyżka majonezu
1 łyżeczka ketchupu
1/2 łyżeczki soku z cytryny
1 ząbek czosnku
sól i pieprz

2-3 jajka ugotowane na twardo
kiełki lucerny/brokułów/rzodkiewki

Wykonanie:
Jajka przekroić i wyjąć z nich żółtka (można je potem wykorzystać do innej pasty lub sałatki).

Z łososia usunąć wszystkie ości i rozdrobnić. Wymieszać z majonezem, ketchupem, przeciśniętym czosnkiem oraz sokiem z cytryny. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Miejsca po żółtkach napełnić pastą rybną. Tak nafaszerowane jajka ułożyć w „gniazdkach” z kiełków.

Smacznego:)

Read Full Post »

Fantastyczne danie! Jedna z najlepszych „wersji” bakłażana, jakie dane mi było w życiu spróbować! W smaku jest to „coś” jakby musaka i lazania w jednym, aczkolwiek bez mięsa… Pycha!

Danie wyszukała i zaprezentowała na swoim blogu Anna-Maria. Dzięki za inspirację!
Przepis cytuję za Autorką:

Składniki:
2 bakłażany
1 średnia cebula
1/2 kg dojrzałych pomidorów (ja dałam gotowy, gęsty przecier pomidorowy)
2 duże ząbki czosnku
garść świeżej bazylii i oregano (u mnie bazylia i tymianek)
2-3 kule mozarelli
2-3 garści świeżo startego parmezanu
oliwa z oliwek
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:
Bakłażany opłukać i odciąć „berecik z antenką”. Pokroić na plastry grubości 0,5 cm i rozłożyć na sicie lub ściereczce. Posypać z wierzchu solą i odstawić na ok. 15 minut. Sól wyciągnie goryczkowy smak. Po upływie 15 minut plastry bakłażana opłukać i osuszyć np. ręcznikiem papierowym. Rozgrzać patelnię grillową i układać na niej osuszone plastry bakłażana. Grillować z obu stron – ja początkowo grilluję na sucho, dopiero pod koniec smaruję plastry z każdej strony oliwą czosnkową. Grillowane bakłażany uzyskują kremową, delikatną konsystencję i nie nasiąkają tłuszczem tak jak podczas tradycyjnego smażenia, kiedy chłoną tłuszcz jak gąbka.

Na oddzielnej patelni rozgrzać oliwę i wrzucić na nią drobno pokrojoną cebulę i czosnek. Po chwili dorzucić pokrojone pomidory oraz część ziół. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Dusić pod przykryciem przez ok. 10-15 minut. Gotowy sos można zmiksować, wówczas danie będzie jeszcze bardziej kremowe (ja użyłam gotowego przecieru, więc miksowanie nie było już konieczne).

Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą. Na dnie rozprowadzić cieniutką warstwę sosu pomidorowego i posypać go częścią tartego parmezanu. Ułożyć na nim plastry bakłażana – tak, aby nachodziły na siebie (jak w okiennicach:). Kolejną warstwę ułożyć z pokrojonej w plastry mozarelli, posypać ją ziołami i rozprowadzić kolejną porcję sosu pomidorowego. Następne warstwy układać w tej samej kolejności. Wstawić do piekarnika na ok. 30 minut. Można podawać na gorąco lub na zimno, w obu wersjach równie pyszne.

Smacznego:)

Read Full Post »

Pomidory stanowią bardzo smakowite urozmaicenie dla tradycyjnej jajecznicy.
Taka wersja najlepiej smakuje latem ze względu na cudowny zapach i smak dojrzewających na słońcu pomidorów. Wszystko posypane pachnącym szczypiorem, dla dodania „ostrości” i… koloru 🙂

Jajecznica na zdjęciu była przygotowana przez moją przyjaciółkę Sabinę, według jej własnej receptury.

Uwaga:)
Jakie jajka kupować?

Jaja sklepowe są oznaczone numerami seryjnymi. Nigdy nie zwracamy na to uwagi, ale pierwsza cyfra z numeru seryjnego, informuje nas w jaki sposób była hodowana kura, które owo jajo złożyła.

Kod ma postać: X-YY-AABBCCDD

Znaczenie poszczególnych elementów kodu jest następujące:
X
3 – jaja z chowu klatkowego: Są to jaja od kur, które nigdy nie widzą słońca, żyją w klatkach tak ciasnych, że kurom trzeba przycinać dzioby, żeby się nie poraniły nawzajem. Dla oszczędności nie daje im się żadnej ściółki, lecz całe życie stoją na siatce. Karmione są specjalną paszą z dodatkiem barwników pozwalających uzyskać odpowiedni kolor żółtek. Do karmy nierzadko dodaje się mączkę zwierzęcą, wyprodukowaną z ryb albo… wyeksploatowanych kur niosek. Ponieważ w tych warunkach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, kury nie mogłyby przeżyć bez „profilaktycznego” faszerowania ich antybiotykami, które przenikają do znoszonych przez nie jaj.

2 – jaja z chowu ściółkowego: Kury mają warunki odrobinę lepsze od tych z chowu klatkowego. Nadal trzymane są w budynkach i klatkach, ale o „podwyższonym standardzie” (tj. co najmniej jedna trzecia powierzchni kurnika jest pokryta ściółką; gniazda są rozmieszczone na kilku piętrach). Zwierzęta jednak nadal wspomagane są antybiotykami

1 – jaja z chowu na wolnym wybiegu: Kury chowane są w warunkach przypominających wiejskie podwórko.
Oprócz miejsc na grzędach w kurniku, w gniazdach i ściółce, kury mogą w ciągu dnia przebywać na świeżym powietrzu, gdzie mogą chodzić i dziobać.

0 – jaja z produkcji ekologicznej: Te hodowle przypominają gospodarstwa za czasów naszych babć. Kurki chodzą po trawie, grzebią w ziemi, wygrzewają się na słońcu. Ich jaja są większe, znacznie zdrowsze i przede wszystkim smaczniejsze.

YY
Jest symbolem kraju, z którego pochodzą jajka (np. PL dla Polski).

AABBCCDD
Ostatnia część kodu wskazuje bezpośrednio na producenta (weterynaryjny numer identyfikacyjny), a konkretnie:

* AA – kod województwa,
* BB – kod powiatu,
* CC – kod zakresu działalności,
* DD – kod firmy.

Ja najchętniej wybieram jajka od Kurki Zielononóżki bowiem zawierają wyjątkowo małą ilość cholesterolu! Ponadto cenię te kurki za ich charakter. Są bardzo „wymagające”. Jeśli są hodowane w niewłaściwych warunkach (ciasne kurniki, bez dostępu do świeżego powietrza, bez możliwości swobodnego grzebania i szukania sobie pożywienia w ziemi) po prostu przestają nieść jajka!

Jest to jednocześnie mój wyraz patriotyzmu, ponieważ jest to rasa kur wyhodowana na przełomie XIX i XX w., uznana od 1984 r. za polską rodzimą rasę. Nazywano je kurami galicyjskimi lub polskimi. W okresie zaborów, gospodarz, który je miał w zagrodzie, obwieszczał w ten sposób swój patriotyzm. 🙂

Składniki: (dla 1 osoby)
2 jaja
1 pomidor
1 łyżka posiekanego szczypioru
1-2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku

1-2 kromki razowego chleba

Wykonanie:

Pomidory sparzyć wrzątkiem i obrać ze skórki. Przekroić i usunąć ze środka ziarenka. Miąższ pokroić w drobną kostkę.

Na patelni rozgrzać oliwę. Wbić jajka, po chwili dodać pokrojone pomidory. Smażyć do czasu aż białka i żółtka się „zetną”.

Na talerzu jajecznicę doprawić solą i pieprzem oraz posypać obficie szczypiorem.
Podawać z kromką razowego chleba.

Smacznego:)

Polecam także jajecznicę z kurkami

oraz omlet z serem.

Read Full Post »

Piekłam to ciasto już wielokrotnie. Za każdym razem z innym „wkładem owocowym”. I tak była już wersja: jabłkowa, truskawkowa, a teraz przyszła kolej na morelową. Każda z nich inna i każda baaardzo smaczna!

Przy okazji wielkie podziękowania dla Autorki przepisu, z którego korzystałam. (Nawiasem mówiąc Autorki wspaniałego bloga o kuchni, Portugalii i podróżach)

Uwaga:)
Nie jest to oczywiście deser zalecany przez Panią Dietetyk… ale jest to jedna z najbardziej „nieszkodliwych” wersji „czegoś słodkiego” 😉

Jednocześnie okazało się, że cała rodzina z wielką przyjemnością dołączyła do grona wielbicieli „ciasta razowego”.

Składniki:
150g masła
120g (1/2 szklanki) cukru brzozowego/fruktozy
4 jajka
4 łyżki mleka
250g (1,5 szklanki) mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżeczki proszku do pieczenie
szczypta soli

8-10 sztuk moreli (lub inne owoce)

Wykonanie:

Nagrzać piekarnik do 180ºC. Masło, cukier i sól zmiksować na krem. Nadal miksując dodawać jajka i mleko. Następnie wsypywać powoli mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i solą.
Ciasto wyłożyć na wysmarowaną masłem i wysypaną bułką tartą blaszkę i ułożyć na nim przekrojone na pół morele (lub dowolne owoce).

Piec przez ok. 45-55 min, aż wierzch ciasta będzie „złoty”, a patyczek wbity w środek będzie suchy. Można posypać cukrem brzozowym/fruktozą, jeśli użyte owoce są bardzo kwaśne.

Uwaga: Autorka podaje ww. proporcje na blaszkę 22×35 cm. Ja swoje ciasto upiekłam w „relikcie PRL” tj. w prodiżu (czy ktoś jeszcze pamięta takie urządzenie AGD?!).

Smacznego:)

Read Full Post »

Bardzo fajne połączenie smaków: słonego (ser), kwaskowego (sos) oraz słodkiego (żurawina). Tło stanowi krucha sałata, a przysłowiową „wisienką na torcie” są orzechy pekan.

Jest to sałatka autorstwa mojej koleżanki Asi.

Składniki:
krucha sałata (lub mieszanka różnych sałat)
ogórki pokrojone na cienkie plasterki
marchewka utarta na wiórki
żurawina suszona
ser pleśniowy pokruszony
orzechy pekan

sos „Balsamiczny vinegar” (dla 1-2 osób)

4 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki octu balsamicznego
1/2 łyżki syropu z agawy (fruktozy/cukru brzozowego)

Wykonanie:
Liście sałat porwać na kawałki. Wymieszać z plasterkami ogórka oraz wiórkami z marchewki. Posypać żurawiną oraz pokruszonym serem pleśniowym. Ozdobić orzechami pekan. (Ilości składników zależą od indywidualnych preferencji 😉

Przygotować sos. Do małego słoiczka wlać wszystkie składniki sosu. Słoiczek zakręcić i energicznie nim potrząsać aż do połączenia składników. (Uwaga: sosu nie solić, ponieważ ser pleśniowy jest już wystarczająco słony!)

Sałatkę polać sosem i od razu podawać.

Smacznego:)

Read Full Post »

Będąc w Toskanii, mieliśmy okazję jeść zupę Ribollitę. Ma ona w sobie „wszystko” czym słynie ten region: wspaniałą, gęstą oliwę, warzywa pachnące słońcem, wino z jednej z lokalnych winnic oraz wspaniały, chociaż w ogóle nie słony chleb.

Po powrocie „przetrząsnęłam” internet i znalazłam ten przepis. Na nim „oparłam” moją wersję „toskańskiej zupy” – niestety serwowaną bez chleba, ale nadal baaardzo pożywną, aromatyczną i smakowitą 😉

Cytując Autorkę dodam, że „sekret udanej ribollity polega na bardzo powolnym gotowaniu warzyw, tak by przesiąkły oliwą i oddały to co w nich najlepsze”.

Składniki:
4 łyżki stołowe oliwy z oliwek
1 cebula drobno posiekana
1 duża marchew
3 selery naciowe
3 ząbki czosnku, rozgniecione
250 g kapusty włoskiej
1 cukinia, drobna posiekana
300 g fasolki szparagowej (w oryginale ugotowanej fasoli)
800 g obranych ze skorki pomidorów z puszki
1 cała suszona chilli
200 ml białego wina (w oryginale czerwone)
1 litr rosołu z kurczaka lub bulionu warzywnego

Wykonanie:
Zrobić soffritto (podstawową przyprawę). Wlać do wielkiego rondla oliwę i dodać cebule. Podsmażyć cebule na bardzo małym ogniu. W tym czasie drobno posiekać marchew i seler i dodać je do rondla, w którym smaży się cebula. Następnie dodać czosnek, a potem całość gotować kilka minut.

Umyć i posiekać osobno liście (grubo), a osobno łodygi (drobno) z kapusty włoskiej. Dodać łodygi kapusty i cukinie do soffritto i dusić, sporadycznie mieszając przez około 5 minut, aż warzywa staną się półprzezroczyste i przesiąkną nieco oliwą.

Dorzucić pokrojoną fasolkę szparagową i gotować kolejne 5 minut, po czym dodać pomidory i chilli. Dusić przez następne 5 minut, aby zredukować ilość płynu.

Dodać liście kapusty i mieszać zupę, aż zmiękną. Dolać wino i rosół lub bulion. Gotować na wolnym ogniu przez około 40 minut.

Podawać ciepłą, lecz nie wrzącą, obficie skropiona oliwa z oliwek.

Smacznego:)

Read Full Post »

Będąc na targu nie mogłam się oprzeć i nabyłam sporą ilość moreli. Część zjedliśmy od razu, a te co pozostały „przerobiłam”. Aby „uatrakcyjnić” smakowo i wizualnie dżem morelowy dodałam do niego suszone żurawiny. Okazało się to całkiem dobrym pomysłem 🙂

Uwaga:)
Przygotowując przetwory owocowe staram się używać jak najmniejszej ilości cukru brzozowego lub fruktozy. W związku z tym, pomimo wekowania, nie są one tak trwałe jak te zawierające dużą ilość cukru. Jeśli chcemy przygotować dżemy do dłuższego (np. na zimę) przechowywania to musimy je dodatkowo pasteryzować gotując w gorącej wodzie lub podgrzewając w piekarniku. (Obie metody wkrótce opiszę szczegółowo 😉

Ja moje przetwory wekuję szybką metodą (opisaną poniżej) i trzymam dodatkowo w lodówce (max do 2 miesięcy).

Składniki:
morele – maksymalnie dojrzałe i słodkie
suszona żurawina
cukier brzozowy/fruktoza

Wykonanie:
Z moreli usunąć pestki. Jeśli owoce są bardzo duże – pokroić.

W garnku z grubym dnem smażyć morele na średnim ogniu, aż puszczą sok i się „rozgotują”. (Uwaga: na tym etapie, można morele dodatkowo zmiksować, chodzi głównie o rozdrobnienie skórek).

Dodać żurawinę (ilość wedle uznanie) i dosłodzić cukrem brzozowym (lub fruktozą) do smaku.

Gorący dżem przełożyć do słoiczków typu twist. Zakręcić i odwrócić do góry dnem. Pozostawić tak do wystygnięcia. (Wieczko od słoiczków powinno być lekko wklęsłe, oznacza to, że dżem jest właściwie zawekowany.)

Dżem morelowy podawać do naleśników, placuszków, ciast oraz do białego sera.

Smacznego:)

Dżem morelowy będzie smakowitym dodatkiem do muffinek kakaowych

oraz naleśników razowych

Read Full Post »

Pieczony bakłażan, do tego lekko kwaskowy pomidor, rozpływająca się mozzarella, a wszystko to posypane cudownie pachnącą bazylią to naprawdę bardzo udany „kwartet”.

Zapiekanka ogrodnika to danie bardzo proste, szybkie, efektowne i SMACZNE. Możemy je podawać jako „samodzielny” posiłek lub jako dodatek do dań mięsnych albo rybnych.

Przepis pochodzi z wydawanego kiedyś w Polsce miesięcznika pt. „Smaki i Aromaty”.

Uwaga:)
Jeśli ktoś nie darzy zbyt dużą miłością bakłażanów, do zapiekanki ogrodnika można wykorzystać bardziej „neutralną” cukinię. Bazylię także możemy zastąpić innymi ziołami – na zdjęciach jest właśnie wersja z tymiankiem i natką. 😉

Składniki:
1 bakłażan
2 pomidory
2 kulki sera mozzarella
2-3 łyżki posikanych liści bazylii
oliwa z oliwek
sól i pieprz

Wykonanie:
Bakłażana pokroić na okrągłe plastry grubości około 1/2 cm. Każdy posolić z obu stron i odłożyć na sitko, aby puścił sok. Po około pół godzinie plastry opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem.

Pomidory i kulki sera pokroić na plastry.

Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą z oliwek. Układać w nim na zmianę plastry bakłażana, pomidora i mozzarelli tak aby na siebie zachodziły „jak dachówki”. Posypać solą, pieprzem i bazylią oraz polać oliwą z oliwek.

Wstawić do nagrzanego do 190-200 stopni piekarnika. Piec około 25-30 minut.

Zapiekankę podawać na gorąco.

Smacznego:)

Wielbicielom bakłażana polecam smakowite roladki

oraz pieczone warzywa, także jako dodatek do dań mięsnych lub rybnych

Read Full Post »

Jeśli potrzebujemy smaczne, powszechnie lubiane zarówno wśród dorosłych jak i dzieci danie, a jednocześnie nie mamy zamiaru spędzać „całego dnia w kuchni” to naszym wyborem powinien być pieczony kurczak.

Jeśli jeszcze chcemy, aby było to danie oryginalne, aromatyczne i „zapadające w pamięć” – proponuję upiec kurczaka z nadzieniem pełnym ziół i pachnącym cytryną 🙂

Uwaga:)
Oryginalny przepis zawierał farsz na bazie pieczywa (nawiasem mówiąc – przepyszny!!!). Ja stworzyłam wersję „dietetyczną”, która okazała się być równie aromatyczna i tak samo smakowita:)

Składniki:
1 kurczak
oliwa z oliwek
sól, pieprz i ulubiona przyprawa do kurczaka

Nadzienie:
oliwa z oliwek
1 cebula – drobno posiekana
skórka z całej cytryny
sok z połowy cytryny (może być więcej – rzecz gustu;)
100 g ugotowanej komosy ryżowej (quinoa)
4-5 łyżek świeżych ziół (tymianku/rozmarynu/bazylii/natki pietruszki/szczypioru/szałwii…)
1/2 cukinii – pokrojona wraz ze skórką w drobną kostkę
sól, pieprz

Wykonanie:
Natrzeć kurczaka solą, pieprzem, ulubioną przyprawą i odrobiną oliwy z oliwek.

Przygotować farsz. Cukinię i cebulę usmażyć „al dente” na 1-2 łyżkach oliwy. Wszystkie zioła drobno posiekać. Wymieszać ze sobą dokładnie: quinoa, usmażoną cukinię i cebulę, skórkę z cytryny oraz zioła. Doprawić do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny.

Nadziać kurczaka przygotowanym farszem i zasznurować lub zaszyć. (Tak przygotowany kurczak może spędzić w lodówce do 12 godzin – będzie to nawet z korzyścią dla jego smaku).

Piec w temperaturze 190-200 stopni przez około 90-100 minut.

Autorka przepisu napisała: „Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że podczas pieczenia mięso kurczaka przenika aromat cytryny i ziół. I wzajemnie, soki z kurczaka przenikają nadzienie.” – Nie sposób się z tym nie zgodzić!

Smacznego:)

Read Full Post »

Older Posts »